
Nad Xbox Cloud Gaming zbierają się czarne chmury. Microsoft wyłącza aplikację na części telewizorów i nie tłumaczy dlaczego.
Jeszcze kilka lat temu Microsoft przekonywał, iż przyszłość gier nie musi mieć formy pudełka stojącego pod telewizorem. Wystarczy ekran, kontroler i połączenie z Internetem. Xbox Cloud Gaming miał być jednym z filarów tej wizji. Dziś jednak wokół usługi pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Najnowszy? Wyłączenie aplikacji Xbox na części starszych telewizorów Samsunga bez szczególnie przekonującego wyjaśnienia.
Xbox bez konsoli miał być przyszłością
Kiedy Microsoft uruchamiał aplikację Xbox na telewizorach Samsunga to cała idea wydawała się wyjątkowo atrakcyjna. Kupujesz telewizor, logujesz się do Game Passa, podłączasz kontroler i grasz w produkcje pokroju Forzy, Halo czy Starfielda bez wydawania kilku tysięcy złotych na konsolę.
To był jeden z najciekawszych elementów strategii „Xbox Everywhere”, zgodnie z którą Xbox miał przestać być wyłącznie urządzeniem, a stać się usługą dostępną praktycznie wszędzie. Telefony, tablety, przeglądarki internetowe, komputery PC, telewizory LG, Samsunga czy choćby Amazon Fire TV. Microsoft przez lata powtarzał, iż liczy się dostęp do gier, a nie sprzęt.
Dlatego najnowsza decyzja wzbudziła niemałe zdziwienie. Użytkownicy części telewizorów Samsunga zaczęli otrzymywać komunikaty informujące, iż aplikacja Xbox przestanie działać na ich urządzeniach. Problem polega na tym, iż komunikaty nie wyjaśniają w jednoznaczny sposób przyczyn takiej decyzji.
Microsoft mówi niewiele. Użytkownicy muszą się domyślać
Z dostępnych informacji wynika, iż usługa ma zostać wyłączona dla części starszych modeli telewizorów Samsunga wyposażonych w system Tizen. Oficjalne komunikaty sugerują konieczność korzystania z nowszych urządzeń, jednak Microsoft nie przedstawił szczegółowej technicznej argumentacji, która tłumaczyłaby, dlaczego streaming gier nagle przestaje być możliwy na sprzęcie, który wcześniej był obsługiwany. To właśnie ten brak przejrzystości budzi największe kontrowersje.
Oczywiście można założyć, iż starsze telewizory dysponują słabszymi procesorami, mniej wydajnymi układami dekodowania obrazu czy starszymi wersjami systemu operacyjnego. Problem w tym, iż kluczowym argumentem na rzecz grania w chmurze zawsze było przeniesienie ciężaru obliczeń do centrów danych Microsoftu. Skoro większość pracy wykonują serwery oddalone o setki kilometrów to użytkownicy mają prawo pytać, dlaczego urządzenie, które radziło sobie z działaniem aplikacji jeszcze wczoraj, nagle przestaje być wspierane. Tym bardziej iż nie mówimy o lokalnym uruchamianiu gier. Telewizor w takim scenariuszu pełni przede wszystkim rolę klienta odbierającego strumień wideo.
Gdyby była to pojedyncza decyzja dotycząca kilku modeli telewizorów, sprawa prawdopodobnie przeszłaby bez większego echa. Problem polega jednak na tym, iż trafia ona na moment, w którym wokół Xbox Cloud Gaming pojawia się coraz więcej pytań
Na początku września Microsoft ogłosił wprowadzenie limitów czasu korzystania z chmurowego grania. W przypadku Game Pass Ultimate mowa o 15 godzinach miesięcznie, po których gracze będą musieli dokupić dodatkowy pakiet czasu. Microsoft przekonywał, iż zmiana dotknie jedynie niewielkiego odsetka użytkowników, jednak sama decyzja została przyjęta dość chłodno przez społeczność.
Jeszcze ciekawiej wygląda zestawienie tej informacji z działaniami firmy zaledwie dzień później. Microsoft ogłosił bowiem partnerstwo z TCL, które ma przynieść aplikację Xbox na miliony kolejnych telewizorów w ponad 25 krajach.
Z jednej strony więc słyszymy, iż Xbox Cloud Gaming trafia na kolejne urządzenia. Z drugiej strony dowiadujemy się o limitach grania i wyłączaniu wsparcia dla części sprzętu, który już wcześniej był obsługiwany. Nie jest to komunikat szczególnie spójny.
Xbox Cloud Gaming chyba nie rozwija się tak szybko, jak zakładano
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż chmurowy Xbox znalazł się w dziwnym punkcie swojej historii. Jeszcze kilka lat temu cloud gaming był przedstawiany jako nieunikniona przyszłość całej branży. Google stworzył Stadię, Nvidia rozwija GeForce Now, Sony inwestowało w streaming w PlayStation Plus a Microsoft budował rozbudowaną infrastrukturę Azure z myślą o Xbox Cloud Gaming.
Minęło jednak kilka lat i okazało się, iż rewolucja postępuje dużo wolniej, niż oczekiwano. Google całkowicie zamknął Stadię. Większość graczy przez cały czas preferuje lokalne granie na konsolach lub komputerach. choćby szybki Internet nie rozwiązuje problemów związanych z opóźnieniami, kompresją obrazu czy ograniczeniami jakości strumienia. Cloud gaming nie zniknął, stał się natomiast dodatkiem, a nie następcą tradycyjnego grania.
Widać to również po działaniach Microsoftu. Firma rozwija funkcję streamowania własnych gier, rozszerza listę obsługiwanych tytułów i wprowadza aplikację Xbox na kolejne urządzenia. Jednocześnie coraz bardziej pilnuje kosztów działania usługi. A koszty te nie są małe. Każda godzina gry w chmurze wymaga mocy obliczeniowej w centrach danych, przepustowości sieci i utrzymywania ogromnej infrastruktury działającej na całym świecie. A to oznacza, iż wizja Xboxa dostępnego na każdym ekranie może okazać się nieco mniej uniwersalna, niż jeszcze niedawno chciałby to widzieć sam Microsoft.


















