Przez ostatnich kilka dni pograłem trochę w World of Tanks: HEAT. Zapraszam do moich wrażeń z bety produkcji studia Wargaming.
World of Tanks to bez wątpienia jedna z najbardziej rozpoznawalnych serii gier. Wargaming od wielu lat wydaje kolejne odsłony i rozwija istniejące części swojego cyklu. Dzięki temu możemy zasiadać w fotelach i wcielać się między innymi w czołgistów czy załogę okrętów wojennych. Dotychczas za najlepsze punkty World of (…) uznawałem… nagrania stworzone przez formację Sabaton. Sprawdziłem World of Warships, zagrałem też w World of Tanks (zarówno Blitz, jak i standardową wersję), ale nie byłem w stanie wciągnąć się jakoś bardzo wciągnąć. Ogromne znaczenie miał dla mnie brak odrodzeń po zestrzeleniu naszej maszyny. Ku mojemu zdziwieniu, HEAT bardzo podobało mi się na Gamescomie – o czym pisałem oczywiście we właściwym artykule. Możecie do niego przejść z poniższego odnośnika.
Oczywiście spokojne ogrywanie tytułu w domu we własnym tempie stanowi lepszy punkt odniesienia do potencjalnej jakości finalnego produktu. Nie omieszkałem więc skorzystać z okazji. Przez ostatnie dni spędziłem nieco godzin z World of Tanks: HEAT. Nie udało mi się co prawda sprawdzić w boju wszystkich agentów – na to przyjdzie czas w pełnej wersji tytułu lub w kolejnych sesjach testowych. Mogę natomiast wyrazić swoją opinię na temat rozgrywki jako Kent oraz dostępnych dla niego czołgów i samej rozgrywki. Tyle tytułem wstępu – zapraszam do lektury moich wrażeń ze stoczenia wielu bitew w wirtualnych wojnach.
Założenia rozgrywki i dostępne tryby
Mogłoby się wydawać, iż myśl przewodnia przyświecająca World of Tanks: HEAT jest jasna – zabijać jak najwięcej graczy i piąć się w górę rankingu. Prawda jest jednak zgoła inna. Nie zawsze celem jest bowiem likwidowanie maksymalnej liczby czołgistów. Przede wszystkim nasze podejście do rozgrywki powinno zależeć od trybu, jaki zostanie dla nas wylosowany. Zdecydowanie moim ulubionym jest Potwierdzone Zabójstwo. Zestrzelone czołgi zostawiają w nim po sobie specjalne żetony. Naszym zadaniem jest zebranie określonej ich liczby oraz oczywiście sprawienie, aby liczba ta była większa niż suma żetonów w posiadaniu przeciwnika. Co istotne, nie musimy własnoręcznie załatwić tu czołgu. Ważniejsza jest suma żetonów – nic nie stoi na przeszkodzie, aby zgarnąć ten, który pozostał po ofierze naszego kompana. Suma żetonów i tak wlatuje na konto całej drużyny. Można co jakiś czas podnieść prywatne ulepszenia – zapewniające chwilowo szybsze poruszanie się lub leczące. Nie zmienia to jednak prostego faktu. kooperacja jest tutaj kluczem i przekłada się to również na pozostałe tryby, które dane mi było sprawdzić.
Inny z nich polega na kontrolowaniu określonych stref. Tryb ten ma dwie pochodne. W jednej z nich wygrywa drużyna, która zwyciężyła w 2 z 3 rund. W drugim natomiast mamy po prostu jedną dłuższą rundę i musimy gromadzić punkty przyznawane między innymi za kontrolowanie stref, ale też za uszkadzanie i likwidowanie przeciwników. Nie doświadczyłem trybu wszyscy na wszystkich i za każdym razem sukces albo porażka należały do całej drużyny. Oczywiście im lepiej radzimy sobie w boju, tym więcej dostajemy punktów doświadczenia. Oznacza to, iż automatycznie tym szybciej wbijamy kolejne poziomy zarówno czołgu, jak i agenta. Więcej napiszę o tym w następnej części dzisiejszego artykułu.
Teraz wspomnę jeszcze krótko o dostępnym uzbrojeniu. Podstawowym są oczywiście pociski wystrzeliwane z działa czołgu. Możemy (zakładając, iż minął czas przeładowania) strzelać mniej więcej, bez celowania, naciskając tylko prawy spust. Ja jednak zdecydowanie rekomenduję przycelowanie – naciskając lewy spust, możemy wymierzyć, w którą część wrogiego czołgu chcemy oddać strzał. Są też alternatywne bronie – rakiety przypisane do L1 oraz granaty do R1. Aby z nich skorzystać, trzeba oczywiście odczekać odpowiedni czas do zgromadzenia odpowiedniej liczby punktów lub zestrzeliwać wrogie czołgi. Następnie możemy wycelować i wybrać gdzie chcemy strzelić. Oczywiście najlepsza umiejętność – w moim przypadku było nią ostrzelanie automatycznie wykrytych w zasięgu celów – trwa najdłużej, ale też jest najbardziej satysfakcjonujące i druzgocące. Ultimate aktywuje się po naciśnięciu L1 i R1 jednocześnie.
Czołgi, ulepszenia i agent
Każdy z agentów ma po dwa dostępne i przypisane do niego (lub niej) czołgi. Różnią się między sobą między innymi wytrzymałością, zadawanymi obrażeniami czy szybkostrzelnością. Warto zaznaczyć, iż każdy czołg ma nie tylko osobno wbijane poziomy, ale też odrębne ulepszenia oraz wyzwania. Zacznę od tego ostatniego. Niejako w tle rozgrywki możemy podejmować się wykonywania opcjonalnych zadań. Mogą one polegać między innymi na zadaniu konkretnej wartości obrażeń poprzez tarowanie czołgów, czy na przykład na otrzymaniu 20 odznaczeń za asystę w jednym meczu. Kojarzy mi się to nieco z trybem HUT w NHL 26 (i wcześniejszych odsłonach) i wyzwaniach do wykonywania podczas meczów. Nie trzeba bynajmniej koncentrować się na tych wyzwaniach, ale jeżeli je wykonamy, to dostaniemy naturalnie pewną nagrodę – walutę w grze. Możemy ją przeznaczać na elementy personalizujące wygląd naszego czołgu. Dekoracje nie są jednak jedyną możliwością lokowania środków (choć przyznaję, iż spodobało mi się białe malowanie, którego trzymałem się przez większość bety).
Niezwykle istotne są moduły, jakie możemy montować w czołgach. Wpływają one chociażby na mobilność maszyny. Nie zrozumcie mnie źle, nie znaczy to bynajmniej, iż czołg zacznie nagle latać. Ale już jechać z prędkością wynoszącą około 50 km/h po naciśnięciu lewego spustu? Dlaczego nie? Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy ułatwiło mi to skrycie się za winklem i ucieczkę przed ostrzałem obszarowym. Nie bez znaczenia jest też zwiększenie osłon czołgu czy zwiększenie obrażeń zadawanych przez specjalne umiejętności. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Pamiętajcie jednocześnie, iż aby móc zainstalować moduł, musimy mieć nie tylko odpowiednią ilość waluty, ale też pojazd na konkretnym poziomie. W becie awansowanie było dość szybkie, ale nie wiem czy tempo to utrzyma się w pełnej wersji. Czas pokaże – po becie jestem ciekaw pełnego wydania. Zwłaszcza, iż będzie ono oczywiście dostępne w formule F2P. Na pewno będę Was jeszcze o tym informował, więc zachęcam oczywiście do regularnego zaglądania na naszą stronę.
Działanie World of Tanks: HEAT na podstawowej PS5
Nie mogę nie wspomnieć o kwestiach wizualnych. World of Tanks: HEAT potrafi wyglądać dość ładnie, aczkolwiek mam wrażenie, iż nastąpiło pogorszenie jakości grafiki względem wersji, w którą grałem – również na PlayStation 5 – na Gamescomie. Nie znaczy to absolutnie, iż HEAT jest według mnie brzydkie. Odstaje jednak od wielu gier sieciowych wiodących prym na rynku. Mam nadzieję, iż jeszcze się to zmieni w ciągu nadchodzących miesięcy. Doceniam możliwość wybrania trybu jakości lub wydajności. Pierwszy z nich zapewnia 30 klatek na sekundę, a drugi 60 klatek. Jakość w moim przekonaniu nie prezentuje się dużo lepiej od wydajności, wobec czego bez żalu korzystałem z wydajności. Można też dostosować wiele opcji, zarówno w przypadku punktów wychylania gałek pada, jak i położenia kamery – każdy znajdzie bez wątpienia coś dla siebie. Niżej możecie obejrzeć moje nagranie rozgrywki na bazowej wersji konsoli PlayStation 5:
W personalizacji doświadczenia nie mam poważnych zarzutów do tego, co zaoferowało Wargaming. Muszę natomiast doczepić się do niedokończonej polskiej wersji językowej. Na ogół widzimy większość napisów po polsku, ale zdarzają się też – i to w stopniu bardzo zauważalnym – angielskie wstawki. Jakość polskiej wersji językowej nie rzuca też na kolana. Często występują niewłaściwe końcówki słów – zwłaszcza przeglądając listę ukończonych wyzwań czy etapy przepustki bojowej. Na pewno pozostało nad czym popracować.
Podsumowanie
World of Tanks: HEAT w formie zamkniętej bety wspominam jako bardzo pozytywne doświadczenie. Jest to gra dużo bardziej dynamiczna niż podstawowy Świat Czołgów, a odrodzenia (nielimitowane, za to ograniczone do konieczności odczekania kilkanaście sekund) sprawiają, iż choćby po porażce możemy bezproblemowo wrócić na pole bitwy. Doceniam możliwość wyłączenia rozgrywki międzyplatformowej (na co zdecydowałem się, aby nie musieć męczyć się z graczami korzystającymi z klawiatury i myszki). Nie oszukujmy się – są to dużo bardziej precyzyjne akcesoria niż pad. Grając na konsoli chcę grać z innymi użytkownikami padów i World of Tanks: HEAT pozwala to wybrać. Wyszukiwanie meczów jest dość szybkie i trwało około minuty do półtorej. Uważam, iż to bardzo dobry wynik, który może być jeszcze lepszy kiedy gra będzie już dostępna dla wszystkich. Moim zdaniem warto mieć tę grę na celowniku i dać jej szansę kiedy już wyjdzie. Ja na pewno do niej co jakiś czas chętnie wrócę.
A czy Wy mieliście okazję wziąć udział w tej becie? jeżeli tak, to co o niej sądzicie? Dajcie znać w komentarzach.
Dostęp do zamkniętych testów zapewniło studio Wargaming.
1 godzina temu















