Recenzja: Tides of Tomorrow (PC)

2 godzin temu
Zdjęcie: Recenzja: Tides of Tomorrow (PC)


Ekologiczna apokalipsa i epidemia plastiku w Tides of Tomorrow. Jak prezentuje się najnowsza gra twórców Road 96?

Już na etapie wczesnych pokazów ten tytuł zapowiadał się wyśmienicie, o czym mogliście przeczytać w naszych pierwszych wrażeniach. Studio DigixArt po raz kolejny udowadnia, iż ma unikalny przepis na narracyjne przygodówki. Ich najnowszy projekt zabiera nas do świata, w którym ocean nie jest już symbolem życia, ale śmiertelnym zagrożeniem. Tides of Tomorrow to ewolucja formuły znanej z Road 96, która tym razem pod lupę bierze nasze poczucie wspólnoty w obliczu nieuniknionej katastrofy.

Sieciowy tryb dla jednego gracza

Choć formalnie w Tides of Tomorrow gramy solo, stale czujemy obecność innych. Świat oparty jest na unikalnym systemie asynchronicznym – nasze działania wynikają z tego, co zrobili nasi poprzednicy. Na starcie wybieramy postać, której ślady będziemy deptać, kierując się jej stylem gry. Do wyboru mamy pięć odmiennych modeli postępowania:

  • Przetrwanie – to podejście dla pragmatyków. Tutaj priorytetem jest własne bezpieczeństwo, stan zdrowia i zapas ozenu. Decyzje skupiają się na tym, by nasz pływonauta przetrwał kolejny dzień, choćby jeżeli oznacza to twardą odmowę pomocy innym.
  • Kooperacja – styl nastawiony na budowanie wspólnoty między graczami. Przejawia się głównie w geście dzielenia się: zostawianiu cennych zapasów w skrytkach na łodzi czy ułatwianiu drogi tym, którzy przyjdą tu po nas.
  • Mąciwoda – coś dla fanów nieprzewidywalności. To podejście polega na celowym sianiu chaosu i rzucaniu kłód pod nogi kolejnym graczom. Komplikowanie sytuacji i psucie planów sprawia, iż świat staje się znacznie bardziej niebezpiecznym i kapryśnym miejscem. Na marginesie chcę tylko zaznaczyć iż jestem ogromną fanką określenia “mąciwoda”, tym bardziej iż gra ma miejsce na wyspach!
  • W imię ludzkości – ścieżka empatii skierowana w stronę mieszkańców zalanego świata. Wybierając ten styl, stawiamy na bezinteresowną życzliwość wobec napotkanych postaci niezależnych, pomagając im w rozwiązaniu ich osobistych tragedii.
  • W imię natury – ekologiczny manifest wewnątrz gry. Zamiast skupiać się na ludziach, poświęcamy uwagę dogorywającemu ekosystemowi, wspierając morskie stworzenia i starając się zminimalizować niszczycielski wpływ plastiku na środowisko.

Możemy kontynuować ich dziedzictwo, spróbować naprawić błędy, które pozostawili lub na nowo popsuć to co naprawili. To fascynujący dialog między graczami, gdzie wspólne budowanie świata może stać się ważniejsze niż indywidualny sukces.

Wielowątkowość i mozaika bohaterów

Jedną z najmocniejszych stron nowej produkcji jest swoboda w kształtowaniu własnej ścieżki. Gra pozwala nam na płynne przełączanie się między głównymi wątkami fabularnymi, co w praktyce oznacza podążanie śladami różnych pływonautów. To my decydujemy, czyją historię chcemy w danej chwili zgłębiać, co nadaje rozgrywce bardzo nieliniowy charakter.

Co istotne, wybór konkretnych wątków bezpośrednio przekłada się na nasze relacje z kluczowymi postaciami niezależnymi. Im więcej czasu poświęcimy danej linii fabularnej, tym bardziej rośnie procentowa znajomość konkretnych bohaterów. Dzięki temu stopniowo odkrywamy ich sekrety, motywacje oraz osobisty wkład w historię świata, co sprawia, iż więź z napotkanymi postaciami staje się autentyczna i głęboka.

Plastemia i moralne szarości

Fabuła koncentruje się na desperackiej walce z plastemią, czyli przerażającą chorobą, która stopniowo zamienia żywe tkanki w tworzywo sztuczne. Jedynym ratunkiem w tej beznadziejnej sytuacji jest ozen, lek niezwykle rzadki i cenny, wokół którego kręci się główna oś fabularna oraz najtrudniejsze wybory moralne. Podczas zabawy wielokrotnie staniemy przed pytaniem, czy zachować dawkę dla siebie kosztem zdrowia innych, czy może oddać ją napotkanej postaci z nadzieją na jej przyszłą wdzięczność. Istnieje również opcja pozostawienia zapasów dla kolejnego gracza, który przejmie po nas historię. O ten deficytowy surowiec zaciekle walczą najważniejsze frakcje w grze, a my jesteśmy zmuszeni do ciągłego balansowania między ich interesami, co sprawia, iż opowiedzenie się po każdej ze stron staje się praktycznie niemożliwe.

Humor i znajdźki

Mimo poruszania poważnych tematów, gra przez cały czas potrafi bawić swoim humorem i ciekawymi postaciami, co stanowi świetną przeciwwagę. Na uwagę zasługują zwłaszcza charyzmatyczni bohaterowie niezależni o wyraźnie zarysowanych osobowościach, dzięki którym dialogi nie są jedynie zapychaczami, ale realnie budują klimat świata.

Balans między powagą a lekkością widać również w detalach. Choć w pewnych momentach musimy się skradać przez rejony pilnowane przez maruderów, co buduje napięcie, gra oferuje też mnóstwo czystego uroku. Dla kolekcjonerów twórcy przygotowali nie tylko notatki rozszerzające światoopowieść, ale i znajdźki w postaci słodko ubranych kaczuszek! Te drobne akcenty, obok możliwości ubrania bohatera w różowy kostium „Pływcia słodziaka” nad którym zachwycałam się już podczas preview, pozwalają nadać wyprawie bardziej osobisty charakter i sprawiają, iż eksploracja zalanego świata staje się po prostu przyjemna.

Podsumowanie

Tides of Tomorrow to ambitny projekt, który udowadnia, iż gry przygodowe wciąż mogą nas zaskakiwać. Połączenie nieliniowości z innowacyjnym systemem „śladów” innych graczy sprawia, iż każda przygoda jest unikalna. jeżeli podobało Wam się Road 96, poczujecie się tu jak w domu! Przygotujcie się jednak na znacznie bardziej złożoną strukturę relacji i odpowiedzialności za wspólny świat.

Premiera gry ukaże się lada chwila, bo już jutro, na konsolach PlayStation 5, Xbox Series X|S, a także na PC.

Idź do oryginalnego materiału