Recenzja Phantom Blade Zero - kolejny azjatycki hit wszedł na rynek. Czy rzeczywiście mamy kandydata do gry roku?

1 godzina temu
Co jakiś czas pojawia się zwiastun nowego projektu, który robi taką furorę, iż potencjalny odbiór na premierę wydaje się być zerojedynkowy. Albo faktycznie będzie tak dobry jak się zapowiadało, albo dojdzie do nielichej katastrofy (a i tak trochę zawężamy opcje, bo pozostało możliwość, iż "zbawca gatunku" po prostu się nie pojawia). Tak sprawa wyglądała w przypadku Black Myth: Wukong, teraz czas na inny chiński produkt. I bynajmniej nie podkreślam rodowodu tej gry po to, żeby się z niego pośmiać. W kontekście branży gier dawno przestał być wszak zwrotem obraźliwym. Zresztą już gdy piszę tę recenzję, wiadomo powszechnie, iż Phantom Blade Zero jest sukcesem. No i cóż powiedzieć, przyznam, iż z najwyższym trudem odrywałem się od rozgrywki za każdym razem, gdy należało rozpisać kolejną partię tekstu.
Idź do oryginalnego materiału