Recenzja #1234 Utracone światła

2 godzin temu

Wybierz się do tajemniczego Amanaaru i pomóż odzyskać Utracone Światła, które utraciły swój dawny blask… Zbierz Stronników i poprowadź ich do walki, pokonując siły wroga, który wykorzystał sytuację by przejąć władzę. Wykaż się taktyką i dobrym planowaniem, a może to właśnie dzięki Tobie kraina na nowo napełni się odwieczną siłą.

Informacje o grze

Autor gry: Julius Hsu

Wydawnictwo: Alis Games

Liczba graczy: 2

Czas gry: 20 minut

Wiek: 10+

Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Alis.Games. Nie miało to wpływu na kształt mojej opinii.

Współpraca reklamowa z Ceneo.pl

Utracone światła mają w sobie coś tajemniczego… Klimatyczna okładka, enigmatyczny tytuł i bajkowe stworzenia obdarzone magicznymi mocami. To pozycja, która dobrze wpisuje się w dzisiejsze trendy. Po sukcesie Everdell kolejne gry, w których mamy fantastyczne stworzenia od razu trafiają na radar wielu graczy. Do tego rozgrywka przeznaczona jest dokładnie dla dwóch osób, dzięki czemu możemy zagrać w nią, chociażby w domowym zaciszu ze swoją drugą połówką (lub z dzieckiem, gdyż gra przeznaczona jest już dla graczy od 10 roku życia!). Zapraszamy zatem do recenzji, w której postaramy się oprowadzić Was po Amanaarze. Kto wie, może Wam też się spodoba tutaj tak jak nam?

Przegląd elementów i zarys rozgrywki

Utracone światła to gra zajmująca pudełko średniej wielkości, dużo mniejsze od wspomnianego wcześniej Everdell. Dzięki temu jest wygodna w transporcie. Również sama rozgrywka nie zajmuje zbyt wiele miejsca. Plansza jest niewielka, w sam raz na mały stolik. Znajdzie się na niej miejsce na figurki zwierząt oraz na zagrywane karty. Spodobało mi się wykonanie gry, drewniane szopy i sowy bardzo ładnie się prezentują, a ich ustawianie na planszy jest wygodne i nie sprawia problemów. Do zabawy będziemy używać również brokatowych, przezroczystych kości, które mniej samej przywodziły na myśl właśnie te tytułowe Utracone światła… Najważniejszym elementem gry są jednak karty postaci. Jest ich 27, a każda z nich ma inną siłę, a także specjalną moc, którą możemy wykorzystać w trakcie potyczki. Bardzo interesujące są również grafiki i imiona zwierząt. „Zagrywam Kenuka”, czy „Wystawiam Galgatora” brzmi, jakbyśmy uczestniczyli w pojedynku pokemonów! Warto jeszcze wspomnieć o instrukcji, która została bardzo dobrze przygotowana. Pochwała dla spisu postaci, gdzie znajdziemy dodatkowe wytłumaczenie zdolności poszczególnych bohaterów.

Zasady gry są dość intuicyjne i nie powinniśmy mieć z nimi problemu. Gra łączy ze sobą kilka znanych mechanik, które razem tworzą spójną całość. Na początku zabawy musimy stworzyć swoją talię, która będzie nam towarzyszyła przez całą rozgrywkę. W tym celu dobieramy po dwie karty, a następnie jedną zatrzymujemy, a drugą oddajemy przeciwnikowi. Każda karta ma określoną liczbę akcji, które możemy dzięki niej zyskać, a także siłę oraz specjalną umiejętność wykorzystywaną w trakcie walki. Oczywiście jak jedna z wartości jest wyższa, to druga z automatu robi się niższa, podobnie jest z umiejętnościami, silniejsza powoduje stratę wartości liczbowych. Dzięki temu karty są dobrze zbalansowane, a „umiejki” bardzo różnorodne i interesujące do wykorzystania.

Kiedy każdy z graczy ma już na ręce 10 towarzyszy rozpoczynamy rozgrywkę! Zagrywamy karty, które możemy wykorzystać jako karty ruchu, albo podczas potyczki. Każdy punkt akcji pozwala dołożyć figurkę do obszaru, gdzie już mamy swoich przedstawicieli, bądź do przestawienia figurek na sąsiedni teren. Kiedy dojdzie do spotkania szopów z sowami, rozpoczyna się bitwa! Każdy z graczy wybiera jedną kartę. Rozpatrujemy po kolei umiejętności bohaterów, a następnie rzucamy kostkami, z których wybieramy tylko jedną. Im więcej naszych figurek uczestniczy w walce, tym mamy dostępnych więcej kostek. Następnie sumujemy naszą ogólną siłę i rozpatrujemy wynik walki. Przegrany gracz musi usunąć wszystkie swoje figurki z placu boju. Gra kończy się w dwóch przypadkach: kiedy graczom skończą się karty, bądź, gdy któryś z przeciwników nie będzie miał już na planszy żadnej figurki.

Recenzja gry

Utracone światła to jedna z ciekawszych gier dwuosobowych, w które miałam okazję ostatnio zagrać. To szybkie area control gdzie walczymy o dominację w regionach i obszarach. Każda ustawiona figurka ma tutaj znaczenie, a każdy ruch jest niezwykle cenny. jeżeli nasze zwierzęta są bardziej rozproszone, pomogą nam zdobyć dominację na planszy, ale z drugiej strony będą łatwiej narażone na ataki przeciwnika. Z kolei duża drużyna ma większe szanse w trakcie bitwy, ale jeżeli coś nie pójdzie po naszej myśli, tracimy od razu kilka figurek na raz. Co ciekawe, mimo iż w grze wykorzystujemy kości, nie są one zbyt uciążliwe, a rzuty nie są frustrujące. Wynik rzutu to tylko dodatek do ogólnej mocy naszej drużyny, a na dodatek często mamy możliwość nim manipulować dzięki umiejętności postaci. Kości możemy również przerzucić, odrzucając figurki zwierząt z naszej puli. Tych jest dość sporo, jakby kilka z nich było specjalnie przeznaczonych do tego celu…

W grze, w której występują kości i karty, musi być obecna losowość, prawda? I tutaj też ją mamy, ale o dziwo na nią nie złorzeczymy, tylko staramy się obrać zwycięską taktyką. Już od początku zabawy znamy zarówno swoje karty, jak i część kart, które oddaliśmy przeciwnikowi. Na tej podstawie możemy spróbować przechytrzyć przeciwnika. Podoba mi się, iż możemy kombinować i spróbować osiągnąć zwycięstwo różnymi sposobami, czy to poprzez zwiększanie przewagi, czy na skutek eliminacji przeciwnika. Mamy tutaj nieco klimatu Everdell, ale także pojedynek w stylu Cardii i kontrolowanie obszaru niczym w Sardynii. To połączenie daje wartą uwagi grę dwuosobową! jeżeli chodzi o minusy, to chętnie zobaczyłabym więcej kart postaci, które zwiększyłyby regrywalność gry. Kto wie, może za jakiś czas doczekamy się dodatku?

Podsumowanie

Utracone światła to bardzo ładnie wykonana gra planszowa, która w sobie łączy kilka znanych mechanik. Podczas zabawy musimy taktycznie myśleć i cały czas obserwować sytuacje na planszy, aby nie dać się zaskoczyć przeciwnikowi. Gra jest wyjątkowo szybka (na całą rozgrywkę mamy jedynie 10 kart do wykorzystania), ale daje sporo satysfakcji i możliwości planowania. Z przyjemnością wyciągnę ją na stół w wolnej chwili, kiedy będę chciała zagrać w coś angażującego, co nie wymaga długiego przygotowania. To pozycja zarówno dla bardziej wymagających graczy, jak i dla rodzin. Serdecznie polecam, wyprawa do Amanaaru okazała się wyjątkowo udana i chętnie będą ją powtarzać.

Mocne Strony:

  • niewielkie opakowanie,
  • bardzo ładne wykonanie,
  • zajmuje kilka miejsca na stole,
  • szybkie przygotowanie rozgrywki,
  • proste zasady,
  • spodoba się miłośnikom taktycznych rozgrywek,
  • klimatyczne karty postaci,
  • sprawdzi się również dla rodzinnych graczy.

Słabe Strony:

  • przydałoby się nieco kart postaci.

Przydatne linki:

Link do strony wydawnictwa

Więcej o grze na Planszeo

Jeśli doceniasz naszą pracę i zaangażowanie albo po prostu podoba Ci się nasz portal i to, co robimy, to możesz nas wesprzeć niewielką kwotą – za co bardzo dziękujemy!!!

Jeśli chcesz być na bieżąco i podoba Ci się nasz serwis, to zachęcamy do obserwowania nas na facebooku.

Idź do oryginalnego materiału