Polacy z GOG mają świetny plan na gry na płytach. Twoja kolej, Steam

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Gry pudełkowe praktycznie zniknęły z pecetów, ale okazuje się, iż ktoś jeszcze nie chce postawić na nich krzyżyka. GOG rozważa możliwość sprzedaży fizycznych wersji gier ze swojej biblioteki. I nie chodzi wyłącznie o kolekcjonerskie pudełko z kodem do pobrania.

Jeszcze kilkanaście lat temu kupno gry na PC było małym rytuałem. Pudełko, płyta, niekiedy gruba instrukcja, mapa, drzewko technologii albo inny dodatek, który człowiek przeglądał w autobusie w drodze ze sklepu do domu. Dzisiaj częściej rytuał wygląda tak: kliknij „kup”, poczekaj kilka minut na kilkadziesiąt gigabajtów danych i zastanów się, kiedy adekwatnie uzbierałeś te 400 pozycji na Steamie.

Rynek pecetowy dokonał cyfrowej transformacji wyjątkowo skutecznie. Fizyczne wydania nie tyle zeszły na drugi plan, ile w dużej mierze przestały być czymkolwiek więcej niż kolekcjonerską ciekawostką. Tym bardziej interesująco brzmi pomysł, który od lat przewija się wewnątrz GOG. Polski sklep chciałby umożliwić klientom zamawianie fizycznych egzemplarzy znajdujących się w ich cyfrowych bibliotekach. To na razie marzenie, a nie zapowiedziana usługa. I ta różnica jest istotna.

Kupujesz grę, a potem klikasz: poproszę ją jeszcze na półkę

O pomyśle opowiedział Marcin Paczyński, odpowiedzialny w GOG za rozwój biznesu i partnerstwa. W rozmowie z GamesRadar+ nakreślił bardzo prosty model: użytkownik otwiera swoją bibliotekę GOG, wybiera grę, której fizyczną kopię chciałby dostać, składa zamówienie i po pewnym czasie paczka przyjeżdża do jego domu. Paczyński określił taki model jako swój wymarzony scenariusz. Brzmi banalnie – tyle iż właśnie owo „przyjeżdża do domu” powoduje większość problemów.

GOG jest dzisiaj przede wszystkim przedsiębiorstwem zajmującym się cyfrową dystrybucją. Produkowanie fizycznych egzemplarzy oznacza wejście w zupełnie inny biznes: produkcję, magazynowanie i logistykę. Paczyński wprost określił stworzenie takiej działalności jako „bardzo, bardzo skomplikowane”. Dochodzi do tego jeszcze kwestia praw. Umowa pozwalająca sprzedawać cyfrowe wydanie danej gry nie musi automatycznie dawać GOG prawa do rozpoczęcia produkcji jej fizycznych kopii, dlatego potrzebne byłyby dodatkowe zgody wydawców.

Sam Paczyński przyznaje zresztą, iż pomysł krąży po firmie od lat i wyraża jedynie nadzieję, iż któregoś dnia uda się go urzeczywistnić. To jednak nie znaczy, iż GOG ogranicza się do rzucania nostalgicznych pomysłów podczas wywiadów.

GOG już zaczął od pudełek. Tyle iż trzeba je zrobić samemu

We wrześniu firma wykonała niewielki, ale bardzo wymowny krok. W ramach GOG Preservation Program nawiązała współpracę z projektem Big Box Collection, zajmującym się cyfrowym zachowywaniem oryginalnych pudełek gier. Do programu trafiły wówczas Star Trek: 25th Anniversary oraz Armikrog, a specjalne materiały otrzymały również znajdujące się już w nim Descent, Hitman: Codename 47 i Myst. W przypadku tych pięciu produkcji przygotowano kompletne skany 3D opakowań: przodu, tyłu i grzbietu. Modele można pobrać i oglądać na komputerze. Ale ciekawsza jest druga część przedsięwzięcia.

GOG udostępnił również płaskie wersje grafik przygotowane do wydrukowania. Można więc samemu wydrukować, wyciąć, poskładać i skleić replikę starego pecetowego big boxa. Firma bardzo otwarcie przedstawia to jako próbę zachowania nie tylko kodu starych gier, ale również fizycznych artefaktów kultury pecetowej, bo kartonowe opakowania giną, niszczą się i lądują na śmietnikach znacznie łatwiej niż dobrze zarchiwizowane oprogramowanie. Profesjonalnie wyprodukowane pudełko z grą to oczywiście kilka pięter wyżej od modelu „drukarka, nożyczki i klej”. Sam GamesRadar+ zwraca jednak uwagę, iż GOG traktuje inicjatywę z big boxami jako małe kroki prowadzące właśnie w tę stronę.

Tylko na czym adekwatnie umieścić współczesną grę?

Nie wiemy jeszcze, jaki fizyczny nośnik GOG miałby zastosować. Paczyński nie przedstawił konkretnego formatu. Dlatego wizja powrotu „gier na płytach” jest na razie zbyt daleko idącym skrótem. Mowa o fizycznych wydaniach, a techniczne szczegóły pozostają niewiadomą.

I dobrze, bo klasyczna płyta optyczna rodzi dziś więcej pytań niż odpowiedzi. Napędy optyczne dawno przestały być standardowym wyposażeniem komputerów osobistych, szczególnie laptopów. Do tego współczesne gry potrafią zajmować dziesiątki lub ponad 100 GB, więc model znany z czasów DVD nie jest szczególnie kuszący.

Można sobie wyobrazić inne rozwiązania, włącznie z pamięcią flash, ale na tym etapie byłaby to spekulacja, a nie zapowiedziany przez GOG plan. Firma nie powiedziała jeszcze, co dokładnie miałoby znajdować się w takim pudełku ani jak miałoby być przechowywane oprogramowanie. I właśnie dlatego najważniejsze jest tutaj coś innego niż kształt nośnika.

Fizyczny GOG miałby sens tylko wtedy, gdy naprawdę dostałbyś grę

Model GOG-a wyróżnia się na tle dużej części pecetowej dystrybucji przede wszystkim brakiem DRM. Firma podkreśla, iż użytkownik ma dostęp do instalatorów offline, a korzystanie z klienta GOG Galaxy pozostaje opcjonalne. Po zmianie właściciela w 2025 r. GOG ponownie zapewniał, iż zasada DRM-free pozostaje centralnym elementem działalności platformy. To zmienia znaczenie fizycznego wydania.

W najbardziej interesującej wersji nie chodziłoby bowiem o rozpowszechniony w branży trik polegający na sprzedaży ładnego pudełka będącego w praktyce przepustką do cyfrowej usługi. Sens całej koncepcji GOG-a wynikałby właśnie z połączenia fizycznego egzemplarza z filozofią DRM-free i możliwością przechowania instalatora poza serwerami sklepu.

Właściwie to już obecny model GOG pozwala zrobić sobie coś w rodzaju własnego prywatnego archiwum. Skoro można pobierać instalatory offline, użytkownik może przechowywać je na własnych nośnikach. Fizyczne wydanie nie oferowałoby więc samej funkcji „mam pliki poza chmurą” jako czegoś całkowicie nowego. Mogłoby natomiast uczynić z tego oficjalny, gotowy produkt, uzupełniony o opakowanie i potencjalnie inne elementy fizycznego wydania. I nagle pudełko przestaje być tylko ozdobą dla czterdziestolatka wspominającego czasy Baldur’s Gate’a.

Nie potrzebujemy powrotu pudełek do Media Markt. To nie o to chodzi

Największym błędem byłoby interpretowanie tych słów jako planu cofnięcia pecetowego rynku do 2004 r. Nie zanosi się na powrót ścian pudełek z grami do elektromarketów. Nie ma też większego powodu, żeby przeciętny użytkownik z szybkim Internetem chciał instalować 100-gigabajtową grę z fizycznego nośnika zamiast pobrać ją z sieci.

Ale właśnie dlatego model opisany przez Paczyńskiego jest ciekawy. Fizyczna kopia mogłaby być produktem opcjonalnym, zamawianym przez zainteresowanego gracza do konkretnej gry, którą ma już na swoim koncie. To zupełnie inna logika niż dawna masowa dystrybucja.

Nie produkujemy ogromnej liczby pudełek, wysyłamy ich do sklepów i liczymy, iż ktoś zdejmie je z półki. Klient najpierw deklaruje zainteresowanie konkretnym egzemplarzem, a potem otrzymuje fizyczną wersję. Taki model potencjalnie zmienia ekonomię całego przedsięwzięcia, ale nie rozwiązuje problemu licencji, logistyki ani magazynowania, które sam Paczyński wskazuje jako przeszkody.

Najciekawsze pudełko od GOG-a byłoby tak naprawdę manifestem

Łatwo sprowadzić tę historię do nostalgii. Oto starzejący się gracze chcieliby znowu dostać kartonik, którego nie mają już choćby gdzie włożyć do komputera. I prawdopodobnie dla pewnej części odbiorców dokładnie o to chodzi. Ale GOG od pewnego czasu konsekwentnie próbuje ustawić rozmowę o starych grach szerzej. GOG Preservation Program nie ogranicza się do umieszczenia klasycznej produkcji w katalogu. Firma opisuje go jako zobowiązanie do poprawiania takich gier i utrzymywania ich kompatybilności ze współczesnymi komputerami.

Dodanie do tego cyfrowego archiwum historycznych opakowań jest naturalnym rozszerzeniem tej idei. Następnym etapem mogłaby być możliwość postawienia czegoś na własnej półce. Tyle iż fizyczne wydania poruszają jeszcze jeden, znacznie bardziej współczesny nerw: poczucie własności cyfrowych zakupów. Gdy niemal cała kolekcja gracza mieści się dziś za jednym loginem, pudełko z niezależnym od DRM instalatorem nie byłoby technologicznym postępem. Wręcz przeciwnie, pod względem wygody pobranie gry bezpośrednio z serwera prawdopodobnie przez cały czas wygrywałoby bez walki.

Byłoby za to bardzo namacalnym przypomnieniem, iż zakup gry i dostęp do gry nie muszą oznaczać dokładnie tego samego. I chyba dlatego ten pozornie staroświecki pomysł brzmi w bieżącym roku zaskakująco aktualnie.

Na razie jednak warto schować portfel. GOG niczego jeszcze nie zapowiedział, nie podał terminu startu, ceny ani formatu nośnika. Marcin Pacyński mówi o swoim wymarzonym modelu i przyznaje otwarcie, iż droga do niego jest skomplikowana. Ale jeżeli pewnego dnia obok przycisku pobierania instalatora rzeczywiście pojawi się opcja „zamów fizyczną kopię”, będzie to jeden z bardziej przewrotnych momentów w historii cyfrowej dystrybucji.

Sklep, który powstał po to, żeby przenieść stare pecetowe gry do świata cyfrowego, zacznie wysyłać je z powrotem do świata fizycznego. I trudno wymyślić bardziej pecetową historię.

*Zdjęcie otwierające: Eleanor McDonie / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału