
NiOh 3 to najlepsza gra akcji w stylu Dark Souls od premiery Elden Ringa. Sporo zresztą od tego hitu pożycza, jak otwarty świat bez korytarzowej struktury. Poczucie swobody trzyma przy ekranie, tak samo jak świetny pomysł na dwuklasowość.
Poczucie swobody sprawia, iż czuję pełną kontrolę. Nie blokuje mnie żaden boss, łojąc skórę za czwartym, dziewiątym albo siedemnastym podejściem. Jest zbyt silny? Idę w inny obszar mapy, gwałtownie wbijając poziomy na zwykłych przeciwnikach. Gdy wracam po dwóch – trzech godzinach, wycieram dawnym oprawcą podłogę. Taka zemsta smakuje lepiej niż zwykłe zwycięstwo.
NiOh 3 bezwstydnie kopiuje otartą strukturę Elden Ringa i jest to najlepsza możliwa decyzja.
Twórcy gry podzielili feudalną Japonię na kilka otwartych stref, każda z określonym sugerowanym poziomem. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby samurajem na 15 poziomie przespacerować się po górzystych szczytach przygotowanych dla wojownika 25 poziomu. Przeciwnie – jest sporo frajdy w byciu buntownikiem. Zwykli wrogowie stanowią podwójne wyzwanie, ale nagroda w postaci punktów doświadczenia także jest podwójna.
Nieliniowa struktura świata gwałtownie prowadzi do rozjazdu poziomu trudności. No i doskonale, w to mi graj. Wykonując wszystkie zadania poboczne, stałem się aż nazbyt potężny na główną oś fabularną. Głowni bossowie ginęli przy 2-3 podejściu, z kolei przez zwykłych przeciwników przebijałem się jak tornado przez Oklahomę. NiOh 3 nagradza w ten sposób graczy dociekliwych, którzy nie boją się skoczyć w bok. Wykonywanie opcjonalnych misji procentuje.


W rezultacie NiOh 3 staje się najłatwiejszą i najbardziej przystępną odsłoną serii. O ile jesteś zdeterminowanym eksploratorem. Mnie się takie podejście podoba. Od tortur i płaczu mam gry From Software. W serii NiOh miło dla odmiany poczuć się potężnym. Jest sporo frajdy w tym, iż możemy po prostu przywołać demona, który w naszym imieniu wyrywa silnemu przeciwnikowi spory kawałek życia. Zasłużyliśmy sobie.
Doskonałe dopełnienie wolności w NiOh 3 to płynny system dwuklasowy. Samuraj zamienia się w ninję jednym przyciskiem na padzie.
Unikalna cecha NiOh 3 to bohater dwuklasowy. Poza standardowym trybem samuraja z jego czterema postawami bojowymi, w grze debiutuje styl ninja. To osobna droga rozwoju, z własnym katalogiem broni, pancerzy, pasywnych bonusów oraz umiejętności na wyłączność. Co najlepsze, między samurajem i ninja przełączamy się płynnie i natychmiastowo, wciskając R2 na kontrolerze.
W praktyce wygląda to tak: wykonuję trzy cięcia kataną, zużywając pasek kondycji (ki). Nie czekam na jego regenerację, ale wciskam R2. Jako ninja rzucam shurkinenami, jednocześnie łapiąc oddech. Skaczę zamaskowanym zabójcą prosto na wroga, odbijam się od jego głowy i ląduję za plecami. Wtedy ponownie wciskam R2, po czym tnę go boleśnie po plecach, już jako samuraj.
Transformacja ninja – samuraj nadaje rozgrywce dodatkowej głębi. Nie musimy już wybierać: tank czy DPS? Siła czy zręczność? Możemy być dobrzy w obu obszarach, grając dwoma klasami w ciele jednego awatara. To liberalne podejście do zasad jest potęgowane możliwością łatwego resetu punktów umiejętności. Bez żadnych specjalnych przedmiotów. Podobała ci się nowa broń, ale zadaje obrażenia od siły, a ty poszedłeś w zręczność? No problemo. Resecik przy kapliczce i bawimy się dalej.


Żonglowanie klasami sprawia też, iż gracz odważniej eksperymentuje z nowymi umiejętnościami oraz niestandardowymi broniami. Wszakże nic nas nie kosztuje wydanie kilku punktów na bomby dymne oraz shurikeny. W najgorszym przypadku po prostu zamienimy się w samuraja i rozwiążemy problem brutalną siłą. Zawsze jest bezpieczna alternatywa, a dzięki niej chęć do wychodzenia z nudnej strefy komfortu.
Twórcy NiOh 3 mają ode mnie dużego plusa za to, iż nie boją się, iż będzie zbyt prosto. Pozwalają odwalać świetne akcje.
Przykładowo, możesz posłać cały garnizon wrogów do piachu bez walki, po cichu, skradając się od jednej ofiary do drugiej. Atakując znienacka, zadaje się bowiem gigantyczne obrażenia. Jeszcze lepiej – NiOh 3 pozwala posłać bandę najemników w zaświaty nie zdejmując palca ze spustu albo cięciwy. Ataki dystansowe potrafią oderwać głowę od tułowia, także silniejszych wrogów. Jeden strzał, jeden kill. W Soulsach niemal nie do pomyślenia.
Przeciwnicy także wychodzą czasem poza schemat i zaskakują nieszablonowym zachowaniem. Na przykład łucznicy strzelają z malutkich otworów w murze warowni, bez wychylania się lub gonienia za graczem. Niektóre demony uciekają zamiast walczyć, z kolei najemnicy potrafią być równi skoczni co gracz, nie dając się bezkarnie obrzucać bombami z dachu. Wydaje ci się, iż masz kontrolę, aż nagle jej nie masz.
Szkoda tylko, iż gra jest brzydka i ociężała. Team Ninja jak zwykle nie potrafi w optymalizację.
Grając na PS5 Pro w trybie wydajności, wielokrotnie brakowało ostrości. Zwłaszcza dla drugiego i trzeciego planu. Gra potrafi też szarpnąć, chociaż nie powinna. Świat nie ugina się bowiem od detali, a zasięg widzenia w otwartym środowisku uznaję za przeciętny. Mimo tego NiOh 3 jest w stanie aktywować głośniejszy tryb wentylatorów mojej konsoli, co zdarza się niezwykle rzadko.


Nie jestem też zachwycony podejściem twórców do efektów świetlnych. Team Ninja wypala kadr niczym DICE w czasach czwartego Battlefielda. Łuny i odblaski gry momentami niemal szczypią w oczy. Nie powstydziłby się ich sam Michael Bay. Może się to wydać nieistotnym detalem, ale w pewnych sytuacjach światłocień skutecznie utrudnia celowanie z łuku czy eksplorację.
NiOh 3 ma też problem ze stylem artystycznym. Kreacje potworów są nudniejsze niż w poprzednich odsłonach. Co dopiero porównywać je z szalonymi projektami Bloodborne’a czy Sekiro. Otwarty świat także nie jest przesadnie wyrazisty. Lokacje zapierające dech w piersiach policzę na palcach jednej dłoni. interesujące to zjawisko – twórcy dają się kompletnie ponieść twórczej pasji w aspekcie walki czy rozwoju umiejętności, ale nużą na poziomie projektu świata.
Historia też nie jest motorem napędowym NiOh 3. Smaczki dla największych fanów to orientalny chaos dla innych.
Twórcy ponownie wracają do startego motywu – gracz spotyka postaci historyczne, ale skąpane w sosie demonów, czarów oraz duchów pomocniczych. Ponownie też jesteśmy trybikiem w kampanii wielkich budowniczych zjednoczonej Japonii, zapoczątkowanej przez krwawego Odę Nobunagę. Żeby nie było zbyt klarownie, Team Ninja dodaje do tego podróże w czasie, umożliwiające spotkanie starych – nowych postaci.
Problem polega na tym, iż typowy gracz nic z tego nie wyciągnie. Umknie mu masa nawiązań do poprzednich odsłon, nie doceni też ewolucji konkretnych rodów i klanów. Fragmentaryczna, szczątkowa narracja sprawia, iż dla większości NiOh 3 wyda się zrozumiały wyłącznie w skali makro. Poszczególni generałowie i dowódcy będą tylko tłem, dającym od czasu do czasu misje poboczne. No i niezłe sety pancerzy.


NiOh 3 to najlepsze soulsy od czasu Elden Ringa. Głównie dzięki walce oraz swobodzie rozgrywki.
Weźcie dwadzieścia typów broni, każdy z unikalnymi kombinacjami i specjalnymi atakami. Dodajcie dwie klasy postaci oraz powiązane z nimi umiejętności. Zmieszajcie to z bronią dystansową i magią. Wychodzi przepis na walkę, dzięki której NiOh 3 w ciągu godziny zmienia się nie do poznania. Byłeś samurajem wymachującym młotem, jesteś ninją ze shurikenami. Ta płynność sprawia, iż produkcja Team Ninja nie chce się znudzić.
Z kolei otarty świat podzielony na strefy poziomów sprawia, iż nigdy nie utknąłem na dobre. jeżeli jeden boss staje ością w gardle, udaję się w inne miejsce i tam rosnę w siłę. Zamiast wąskich gardeł NiOh 3 oferuje rozwiązania. choćby kosztem stania się zbyt potężnym, co „psuje” balans rozgrywki. Cudzysłów jest celowy, bo nie ma nic lepszego, niż czuć moc, na którą się żmudnie pracowało.
Największe zalety:
- Otwarty świat, w którym robisz co chcesz
- Możesz stać się niezwykle potężny. No i bardzo dobrze
- Dobra zabawa ważniejsza od balansu rozgrywki
- Ninja i samuraj w jednej postaci to świetny pomysł
- Bronie są naprawdę zróżnicowane, mnogość stylów
- Misje poboczne przełamujące otwartą strukturę
- Tona trafionych, malutkich usprawnień UX
- Gra zachęca do eksperymentów poza strefą komfortu
Największe wady:
- Projekty przeciwników i bossów nie zachwycają…
- …tak samo świata. Miło się zwiedza, ale bez opadu szczęki
- Seria NiOh to wciąż rzemiosło, nie dzieło
- Znowu szczotkowa, nieciekawa narracja
- Brak rozbudowanego modułu PvP
- Gra wygląda średnio, optymalizacja leży
Ocena recenzenta: 8/10
NiOh 3 to wciąż rzemiosło, nie dzieło. Ekipie Team Ninja brakuje artystycznego kunsztu charakteryzującego From Software. o ile jednak chcecie wypełnić czymś pustkę po Elden Ringu, nie ma lepszego wyboru. Mamy do czynienia z najlepszym przedstawicielem serii, która już dawno wyszła z cienia Dark Souls.








