
Z bananem na twarzy przeszedłem kilka pierwszych misji w grze Wolverine na PS5. Nowej grze Sony naprawdę przydałoby się jednak demo.
Duchowy spadkobierca uwielbianego przez masy Spider-Mana wjechał z impetem na konsole Sony, ale debiut Wolverine’a na PS5 nie poszedł gładko. Kilka kiepskich ocen, które studio Insomniac Games dostało za ten tytuł jeszcze przed premierą, nastawiło internautów wobec tej gry nad wyraz negatywnie. Czy słusznie?
Jako iż sam jestem fanem komiksów Marvela, czekałem na konsolowego Wolverine’a od pierwszej zapowiedzi, a teraz miałem okazję sprawdzić tę produkcję na premierowym pokazie zorganizowanym przez Sony. Pora podzielić się pierwszymi wrażeniami po kilku misjach w towarzystwie Logana i jego druhów.
Wolverine na PS5 daje, tak po prostu, masę frajdy
I to zwłaszcza mając z tyłu głowy hejt, jaki wylał się na tę produkcję w internecie. Kampania zaczyna się od cutscenki, w której zdziczałego bohatera odnajduje w głuszy tajemniczy jegomość dowodzący drużyną z „X” w nazwie. I nie jest to, jak można się było spodziewać, Charles Xavier z jego X-Menami.

Już po tej pierwszej scenie widzimy, iż mamy do czynienia z innym niż zwykle wariantem Logana. Wolverine, podobnie jak wcześniej Spider-Man od Insomniac Games, bierze na warsztat kultową postać i opowiada nową wersję historii z jej udziałem różniącą się od tych, które znamy z komiksów oraz ich ekranizacji.
Po krótkiej retrospekcji trafiamy do czasów współczesnych. Wolverine wraz z towarzyszami jest tu w samym środku akcji, a gracz może wreszcie użyć jego ikonicznych szponów. Z początku prowadzeni jesteśmy jak po sznurku, jak to w samouczku, ale z lokacji na lokację dostajemy coraz więcej swobody.
System walki daje frajdę, a zwykli przeciwnicy nie sprawiają trudności – bo nie powinni! Wolverine ma zdolność autoregeneracji, więc póki nie wytoczą najcięższych dział, powinien przedzierać się przez zwykłych wrogów jak przez masło. Na szczęście z czasem gra rzuca nam pod nogi większe kłody.
Wolverine okazał się dokładnie taki, jak się spodziewałem
Wiedząc, iż za grą odpowiada Insomniac Games, nie oczekiwałem produkcji mrocznej, brudnej i z kijem w tyłku. Odpowiadają w końcu za nią ludzie od Spider-Mana, który w przerwie od naparzania złoli Kingpina zbierał kręcące się ikonki rozsiane po mieście i przelatywał przez kolorowe okręgi na niebie.
W przypadku Wolverine’a takich arcade’owych elementów też jest cała masa, począwszy od generycznych niebieskich beczek, które można niszczyć w zamian za punkty doświadczenia. Ma to oczywiście negatywny wpływ na immersję, tak samo jak przerywniki QTE, które gra zalicza choćby jak wciśniemy zły guzik.
W sieci widziałem już masę pomstowania na wspomniane sekwencje, których nie da się spartolić oraz na np. misję z motocyklem, którą da się przejść bez wciskania żadnego guzika na padzie. W social mediach masa osób robi teraz wszystko, aby pokazać swoim odbiorcom od kuchni triki, które deweloperzy zastosowali.
Czy ktoś, kto chce po pracy miło spędzić czas, będzie „grał” w ten sposób? To oczywiście pytanie retoryczne, a jak sam dotrę do misji z motocyklem, to będę starał się go prowadzić jak najlepiej. Podobnie w innych oskryptowanych sekwencjach akcji będę robił wszystko tak, jakby od tego zależało moje życie.
Wolverine wydaje się grą dla osób, które CHCĄ się dobrze bawić
Gry wideo od zawsze dają nam iluzję wyboru, a my poruszamy się na mniej lub bardziej skomplikowanych niewidzialnych szynach. jeżeli podchodzimy do tytułu z intencją, by popsuć sobie zabawę, na siłę zaglądając za kurtynę w poszukiwaniu linek od pacynek, to zawsze zauważymy ukryte za modelami postaci algorytmy.
Sam od gier wideo oczekuję przede wszystkim dobrej zabawy ze szczyptą wyzwania. A jeżeli co jakiś czas będę w białych rękawiczkach oszukiwany przez twórców np. zmniejszającym się wolniej niż wynikałoby to z twardej matmy paskiem życia? O ile ma to pozytywny wpływ na gameplay, to tym lepiej!
W przypadku Wolverine’a najważniejsze dla mnie jest to, iż podczas tych kilku pierwszych misji miałem uśmiech od ucha do ucha, bo dokładnie takiego Logana oczekiwałem: burkliwego, zmęczonego życiem, pomrukującego na zadziornego Szablozębego i rzucającego się do gardła każdemu, kto staje na jego drodze.
Zdaję sobie przy tym sprawę, iż nie każdemu tego typu produkcja przypadnie do gustu, więc tym bardziej szkoda, iż nie każdy ma możliwość sprawdzić przed zakupem, czy Wolverine będzie mu odpowiadał. Obawiam się też, iż wiele osób ten tytuł ominie, chociaż mogłyby się przy nim naprawdę dobrze bawić.
Wolverine to czasem bardziej film niż gra, co mi akurat nie przeszkadza
Sam nie traktuję tego jednak jako wady, bo lubię liniowe gry z masą filmików przerywnikowych, zwłaszcza w dobie wszechobecnych niekończących się open worldów. Może jednak jestem w mniejszości? Twórcy z pewnością nie są bowiem zadowoleni z ocen, jakie Wolverine dostał przed premierą.

Co prawda na MetaCritic przeważają noty pozytywne, a wynik 77/100 może i świeci się na zielono, ale jak na sztandarowy tytuł na wyłączność jest rozczarowaniem. Sony sprawiło sobie na własne życzenie kryzys wizerunkowy, ogłaszając koniec gier na płytach w 2028 r., a ja myślę, iż Wolverine oberwał trochę rykoszetem.
Firmie przydałby się teraz strzał w co najmniej dziewiątkę, ale Wolverine nim nie jest. Mimo to w samym sklepie PS Store od osób, które faktycznie w tę grę grają, dostał już ponad 17 tys. ocen ze średnią 4,85/5, przy czym 92 proc. z nich to najwyższe możliwe. Mleko w mediach społecznościowych jednak się wylało.
Swojej oceny przy tym oczywiście na tym etapie nie wystawię i wstrzymam się z nią do momentu, aż gra wyląduje na mojej konsoli i spędzę z nią więcej czasu. Nie wykluczam, iż później może się okazać, iż gra ma istotne wady, których nie widać na pierwszy rzut oka – ale jeżeli już, to chcę odkryć je sam.
Sony przydałoby się demo Wolverine’a w PS Storze
Masa krytyki, która spadła na Wolverine’a, dotyczy rzeczy, które są z perspektywy osoby planującej się przy konsoli dobrze bawić zupełnie nieistotne, jak np. wspomniana misja z motorem. Z tego powodu uznałem, iż nie zdam się na głos krytyków, o anonimach z X-a nie mówiąc, a grę będę musiał ocenić sam.
Cały czas mam też w pamięci wspomniane Days Gone, czyli innego exclusive’a od Sony, który na premierę zbierał kiepskie noty. W tamtym przypadku zrażony nimi grę sobie odpuściłem, a nadrobiłem ją dopiero lata później i okazało się, iż był to naprawdę niezły akcyjniak! Podobnego błędu z Wolverine’em popełnić nie chcę.
I to właśnie dlatego dobrym wyjściem dla Sony byłoby wydanie wersji demo Wolverine’a. Gracze, którzy nie kupili produkcji na premierę, i tak pewnie nie zdecydują się na zakup, zanim nie pojawi się obniżka. Jest pewnie jednak spora grupa osób, którą wyolbrzymione problemy mogły zniechęcić.













