Twórca pewnej niezależnej gry rzucił rękawicę Valve, domagając się rewizji polityki zwrotów na Steam. Poszło o ponad 55 tysięcy zwrotów jego ekstremalnie trudnej produkcji, którą można ukończyć w mniej niż dwie godziny. To właśnie ten dwugodzinny limit pozwala graczom odzyskać pieniądze, a deweloper ma tego serdecznie dość.
Firma Gabe’a Newella na razie pozostaje niewzruszona.
Deweloper dostał szału. Żąda zmian w polityce zwrotów Steam
Cała afera dotyczy tytułu z gatunku, który niektórzy nazywają „rage game”. Paddle Paddle Paddle to kooperacyjna pozycja, zaprojektowana od początku do końca, by testować cierpliwość i wywoływać frustrację. Problem w tym, iż jej założenia idealnie wpasowują się w lukę systemu zwrotów na platformie Steam.
Gra Paddle Paddle Paddle. | Źródło: ZoroartsGracze mają 14 dni od zakupu lub dwie godziny spędzone w grze, by odzyskać środki, a ten konkretny tytuł da się przejść właśnie w czasie poniżej tego limitu. Efekt? Ponad 55 tysięcy osób zdecydowało się na zwrot pieniędzy, co stanowi około 21% wszystkich nabywców. Sprzedano co prawda blisko 200 tysięcy kopii, które nie zostały zwrócone, ale dla autora to i tak policzek. Twórca postanowił nie zamiatać sprawy pod dywan i zaczął publicznie „chwalić się” skalą refundacji, licząc na zwrócenie uwagi Valve na problem, który jego zdaniem dotyka krótkie, ale intensywne produkcje niezależne.
Społeczność studzi emocje twórcy i ma własną diagnozę
Sprawa ma jednak drugie, a może choćby trzecie dno. Kiedy 23-letni deweloper – Mateo Covic – wylał swoje żale, internet, a zwłaszcza użytkownicy serwisu Reddit, gwałtownie przedstawili własną perspektywę. Okazuje się, iż wysoki odsetek zwrotów wcale nie musi wynikać z chęci „darmowego” przejścia gry. Wielu komentujących wskazuje na fundamentalne kłopoty techniczne tytułu, a konkretnie na dotkliwe problemy z desynchronizacją w trybie współpracy.
Twórca gry domaga się zmian na Steam.W produkcji, której sednem jest idealna koordynacja z drugim graczem, lagi i „rozjeżdżanie się” sesji to gwóźdź do trumny. Polityka zwrotów w tym przypadku zadziałała więc dokładnie tak, jak powinna – pozwoliła użytkownikom oddać wadliwy produkt. Inni argumentują, iż gra jest po prostu zbyt trudna i irytująca, a zwrot jest naturalną reakcją na frustrację, a nie nadużyciem systemu.
A może to po prostu tylko marketing?
W dyskusji pojawia się też wątek nieco cyniczny, ale dosyć prawdopodobny. Część społeczności uważa, iż całe to publiczne narzekanie na serwis Steam jest w rzeczywistości starannie zaplanowaną akcją marketingową. Twórca mógł celowo stworzyć grę-pułapkę – być może chciał wywołać kontrowersje i w ten sposób zapewnić sobie darmową reklamę.
Wskaźnik zwrotów na poziomie 20% w przypadku tak niszowych i trudnych gier nie jest niczym nadzwyczajnym, a głośne domaganie się zmiany regulaminu od giganta pokroju Valve gwarantuje rozgłos. Niezależnie od intencji, cała sytuacja z pewnością sprowokowała istotną debatę na temat przyszłości krótkich gier indie na Steamie. Inni twórcy, widząc ten przykład powinni dwa razy zastanowić się nad strategią cenową i modelem dystrybucji swoich niewielkich, ale wymagających dzieł.
Źródło: Reddit, GamesRadar, Kotaku / Zdj. otwierające: Steam (Assemble Entertainment)

4 godzin temu















