Chyba powoli robi się ze mnie zblazowany dziad, bo kiedy wszyscy zachwycają się najnowszą Forzą Horizon, ja stoję gdzieś z boku i zwyczajnie nie jestem w stanie współodczuwać tych wszystkich pozytywnych emocji. Po 14 latach i sześciu niekiedy bliźniaczo podobnych do siebie odsłonach nie potrafię nie patrzeć na poczynania Playground Games jak na zwyczajne odcinanie kuponów. Zmienia się mapa, oprawa robi się nieco ładniejsza, ale rozgrywka pozostaje taka sama. To powiedziawszy, inni twórcy powinni uczyć się od Playground Games jak te kupony odcinać, bo mimo wszystko Forza Horizon 6 to kawał solidnej, rzemieślniczej roboty.
Spis Treści
- Rozgrywka
- Samochody
- Świat gry
- Aktywności
- Wtórność
- Oprawa
- Podsumowanie
Kup Forza Horizon 6 (XSX)
Między simem a arcade’em
Moje marudzenie wynika z olbrzymiego sentymentu do serii, w której spędziłem setki godzin. Nowemu graczowi bądź takiemu, który zaledwie ją liznął, jakakolwiek wtórność najpewniej zupełnie nie obejdzie. Czemuż by i miała, skoro gra sama stanowi kawał dobrego kodu i istny raj dla motoświrów, o ile ci wybaczą jej nieco bardziej arcade’owe ciągoty niż w przypadku jej starszej siostry o podtytule Motorsport. Tutaj żyłowanie czasów okrążeń i dbanie o zachowanie perfekcyjnego toru jazdy na zakrętach ustępuje czystej frajdzie wożenia się po olbrzymiej mapie setkami fantastycznych i niekiedy ekscentrycznych pojazdów, nad których modelem jazdy pracowali również ojcowie serii z Turn10 Studios.
Model jazdy pozwala na łatwe wprowadzanie samochodu w kontrolowany ślizg.Efekt jest kapitalny – Forza Horizon 6 łapie bowiem perfekcyjny balans pomiędzy symulacją a czystym arcade’em, dzięki czemu branie zakrętów ślizgiem nie wymaga lat praktyki, a jednocześnie nie ma się wrażenia prowadzenia zdalnie sterowanego samochodziku i do mety nie dojedziecie, korzystając wyłącznie z pedała gazu. Model jazdy można ponadto mocno spersonalizować w opcjach, decydując o tym, które i czy w ogóle jakiekolwiek asysty włączyć. Do tego stopnia, iż samochód może dosłownie przejeżdżać wyścigi sam. Sprawia to, iż grą cieszyć może się absolutnie każdy, niezależnie od poziomu umiejętności czy zakresu własnych możliwości.
Garaż pełen fur
Cieszyć jest się zresztą czym, bo twórcy w momencie pisania tego tekstu oddają w ręce graczy aż 619 samochodów – każdy zupełnie inaczej zachowujący się na drodze i wizualnie dopieszczony w zasadzie w najmniejszych detalach. Nie są to przy tym same supersamochody, ale też retro klasyki, znane z polskich osiedli kaszlaki czy dziwadła pokroju Relianta Supervana III. Wszystkie samochody można ponadto zmodyfikować, zarówno wizualnie w zaawansowanym kreatorze malowań (ludzie zdecydowanie bardziej zdolni ode mnie tworzą tam cuda, choć zdarzają się również bardziej kontrowersyjne motywy), jak i technicznie do tego stopnia, iż zwykły rupieć stanie się torowym wymiataczem. Swoimi dziełami można wymieniać się z innymi graczami, toteż jeżeli brak Wam artystyczno-mechanicznego talentu, nie będziecie musieli ograniczać się do seryjnych ustawień.
Forza Horizon 6 pozwala na prowadzenie najrozmaitszych samochodów.Japonia w miniaturze
Forza Horizon 6 zabiera nas tym razem do Japonii, o którą gracze prosili od lat. Nie jest to oczywiście jej cały teren, ale też nie zaledwie wycinek. Ekipa z Playground Games – podobnie jak w poprzednich odsłonach – postawiła na stworzenie jej miniatury w taki sposób, by jak najlepiej oddawał charakterystykę i zróżnicowanie Kraju Kwitnącej Wiśni; jest to zatem swoisty lunapark o tematyce japońskiej. W efekcie trafimy tu zarówno na standardowe dla serii przepastne łąki, w zaśnieżone góry na północy, na porośnięte gęstymi lasami wzgórza pełne krętych serpentyn, ale też na długie autostrady na wybrzeżu i do samego Tokio, będącego jednocześnie największą aglomeracją w historii marki.
Motoryzacyjny lunapark
Świat gry poza przepięknymi widokami oferuje przy tym całą masę aktywności. Tymi najważniejszymi są oczywiście wyścigi (torowe, uliczne, szutrowe lub przełajowe), bo to one gwarantują nam najwięcej punktów festiwalu Horizon, potrzebnych do pięcia się po szczeblach kariery i odblokowywania kolejnych konkurencji. Poza tym po raz kolejny można wziąć udział w biciu rekordów przy znakach ostrzegawczych (fotoradary, strefy driftu, skocznie, etc.), poznawać Japonię poprzez historie Horizon, szukać porzuconych samochodów czy niszczyć rozsiane po mapie tablice czy maskotki regionów. Zabraknąć nie mogło również zawodów online, w tym wprowadzonego jeszcze w czwórce trybu Battle Royale.
Gra jest piękna, aczkolwiek w porównaniu do poprzedniczki nie jest to jakaś kolosalna różnica.Nowością są natomiast wyścigi Touge, będące niczym więcej jak pojedynkami na krętych, górskich drogach, oraz misje kurierskie RakuRaku Express, które z początku bawią, ale dość gwałtownie zaczynają zamieniać się w faktyczną pracę dostawcy jedzenia. Ciekawym novum jest natomiast posiadłość prezentowana nam przez jedną uczestniczek festiwalu na samym początku przygody. Jest to bowiem istna piaskownica, na której możemy zbudować własny tor lub na dobrą sprawcę cokolwiek, co przyjdzie nam do głowy i zaprosić tam innych graczy. To dodatek, który mnie osobiście średnio grzeje, ale świetnie pasuje on do konwencji i pozostało jednym miejscem do kreatywnego wyżycia się przez graczy (lub zbudowania generatora punktów doświadczenia).
Stary silnik w nowej karoserii
Wszystko to wciąż działa i sprawia frajdę. To gra, przy której spokojnie spędzić można setki godzin. Problem w tym, iż powracający do zabawy weterani serii odczują potężne deja vu i to nawet, pomimo iż od premiery „piątki” minęło sześć lat. Forza Horizon 6 nie oferuje absolutnie niczego, czego nie widzielibyśmy już wcześniej, a – co gorsza – sztandarowe motywy serii zaczynają nużyć. Poszukiwaniu kolejnych stodół z porzuconymi samochodami nie towarzyszy już ten sam dreszczyk emocji, skoro gra co rusz podrzuca nam kolejną darmową furę (aczkolwiek „szóstka” nie jest tak hojna pod tym względem jak poprzedniczka).
Dostawa jedzenia początkowo bawi, ale gwałtownie zamienia się w kolejny etat.Ba, choćby pokazy Horizon, które w pierwszej części zachwycały możliwością zmierzenia się z pociągiem bądź myśliwcem, tutaj wypadają blado. Część z nich zastąpiono nowymi zawodami Rush w formule Gymkhany, a pozostałe z nich albo nie wykorzystują potencjału nowego miejsca akcji (zapomnijcie o wyścigu z Shinkansenem), albo – w moim, dziaderskim odczuciu – idą o krok za daleko, wystawiając nas przeciwko gigantycznemu mechowi. W efekcie Forza Horizon 6 jest trochę jak ten schabowych bity co niedzielę na obiad – przez cały czas cieszy, ale konsumpcji nie towarzyszy większa ekscytacja.
Japońska precyzja…
Również pod względem oprawy próżno doszukiwać się większych zmian, mimo iż jest to pierwsza część serii wydana wyłącznie na konsole dziewiątej generacji. To powiedziawszy, Forza Horizon 6 to przez cały czas absolutnie przepiękna produkcja z przepięknymi modelami samochodów, fenomenalnymi widokami i cieszącymi oko szczegółami pokroju odbić w lakierze czy mokrej karoserii. Wszystko to w stabilnych 60 FPS i dynamicznym 4K bądź 30 FPS w natywnym 2160p (na Series S wartości te oczywiście będą niższe). Rozgrywka pozbawiona jest w dodatku jakichkolwiek błędów. Złego słowa powiedzieć nie można ponadto o udźwiękowieniu – ryk silników, zmieniający swoje brzmienie w zależności od otoczenia, to klasa sama w sobie, a radiu ponownie znaleźć można sporo bangerów (od elektroniki, przez rap i rock, aż po muzykę klasyczną), choćby jeżeli tegoroczna selekcja przypadła mi do gustu najmniej z całej serii.

…hollywoodzka odtwórczość
Nie zrozumcie mnie źle, całe moje narzekanie wynika z czystego sentymentu. Absolutnie pewne jest, iż Forza Horizon 6 to produkcja o długim ogonie i przez następnych kilka lat twórcy będą ją mocno rozwijać, zarówno poprzez płatne dodatki i paczki samochodów, jak i darmową zawartość w postaci playlist festiwalowych z konkretnymi zadaniami do zaliczenia. Jestem absolutnie przekonany, iż będziecie się świetnie bawić, kiedy sięgniecie po tę produkcję, ale osobiście mam nadzieję, iż kolejna odsłona serii przyniesie jakieś większe zmiany, ponieważ z każdą kolejną odczuwam coraz mniejszą ekscytację na myśl o wskoczeniu za kółko.
Forza Horizon 6 – recenzja (PC). Japońskie Tonkatsu z korporacyjną posypką
Jeżeli podobał wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.
Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Xbox Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.


1 tydzień temu

















