Pełne gracji władanie bronią, niesamowite zdolności wykorzystujące energię duchową i mityczne stworzenia z legend Wschodu od jakiegoś czasu przebijają się do zachodnich odbiorców. Eastern Era wpisuje się właśnie w ten trend, oferując nam base builder w klimatach starożytnych Chin. Czy potrafi sprostać oczekiwaniom?
Eastern Era to gra, w której budujesz od zera swoją własną sektę. Nie mylić z kultem. Tutaj sekta to szkoła sztuk walki. Poza zbieraniem surowców i rozbudową sekty trzeba też rekrutować i szkolić uczniów we władaniu bronią oraz energią qi. Te założenia wraz z dalekowschodnią estetyką i kulturą malują bardzo zachęcający obraz.
Niestety już na wstępie, przy tworzeniu postaci, gra daje przedsmak tego, co faktycznie ma do zaoferowania: bugi, niedopracowania i brak komunikacji z graczem. Włosy przechodzą nie tylko przez nakrycia głowy i akcesoria na plecach, ale choćby przez twarz. Zakładka sugerująca dostosowanie budowy ciała ma tylko wzrost i wiek. A gdy już zaczyna się grę, okazuje się, iż wybrane akcesoria nie są tylko kosmetyczne, ale mają też wpływ na statystyki postaci. W szerszej perspektywie to może wyglądać na drobiazg, w końcu wygląd postaci nie jest najważniejszy w tym gatunku gry. Jednak później podobne problemy tylko się pogłębiają.

Eastern Era zdecydowanie nie pozwala na mikromanagement twojej sekty. Bezpośrednia kontrola nad postaciami ogranicza się zaledwie czterech komend. Nie ma wśród nich manualnego przydzielenia zadania ani anulowania czynności w trakcie jej wykonywania. Można tylko ustawić każdej postaci priorytety i mieć nadzieję, iż algorytm będzie wiedział, co robić. W rezultacie zdarzyło mi się zostać z masą rzeczy leżących dookoła bazy, bo nikt nie kwapił się z dostarczeniem ich do magazynu, a sama przenieść ich nie mogłam. Dochodziło do takich nonsensów, iż postać biegła przez pół mapy, żeby przeczytać książkę, ale nie pomyślała, żeby tę książkę (lub cokolwiek innego) zabrać ze sobą w drodze powrotnej. Ja w tej sytuacji mogłam tylko patrzeć na te puste przebiegi.
Na szczęście uczniowie potrafią przynajmniej sami zadbać o swoje podstawowe potrzeby. Nie trzeba martwić się, iż ktoś nam padnie z wyczerpania. Ale to nie znaczy, iż nie musimy każdemu z nich poświęcić uwagi. Wszystkich ich trzeba wyposażyć i najlepiej wyspecjalizować. Tu pojawia się pewna niedogodność. Gdy liczba uczniów zbliża się do 10, a imiona raz są wyświetlane w konwencji chińskiej (Nazwisko Imię), a raz w konwencji zachodniej (Imię Nazwisko), trochę trudno zapamiętać, kto jest kim. Zaczęłam się choćby zastanawiać nad poświęceniem odrobiny klimatu i nadawaniem im swoistego PESEL-u zamiast nazwiska.

Budowa wymaga dobrego planowania, bo zbudowanych elementów nie można przenieść, a rozebranie zwróci nam tylko połowę materiałów. Jednak trudno coś dobrze poustawiać, jeżeli nie wiesz, co cię czeka. Głównie odczułam to w obszarze przechowywania, bo podgląd półek nie wyświetla pojemności ani akceptowanych zasobów, tylko jednolity krótki opis. Można by się spodziewać, iż meble odblokowane na późniejszym etapie gry będą ulepszoną wersją tych podstawowych, ale w tym przypadku chyba tak nie jest. „Chyba”, bo wciąż nie jestem pewna, w jaki sposób jest liczona pojemność. Podobna dezinformacja występuje też w innych obszarach gry. Zlecenie, żeby zabić parę wilków w okolicy? Trochę ich łazi, na spokojnie się zrobi. Otóż nie, bo gdy weźmiesz zadanie, cała wataha przybiegnie prosto do ciebie. Innym przykładem może być to, iż wytwarzając ekwipunek, można otrzymać różne jakości przedmiotu, ale tego trzeba się domyślić. Sporo rzeczy, które moim zdaniem powinny być jasno zakomunikowane, wychodzi dopiero w praniu.
Poza niedociągnięciami powodującymi frustrację są też niedociągnięcia powodujące śmiech. Niektóre bugi w tej grze są niedorzeczne. Gdy przyjrzałam się bliżej moim uczniom, zauważyłam, iż niektórzy śpią pod łóżkiem, na wpół przechodzą przez ścianę lub lewitują całkiem na zewnątrz sypialni. Im dłużej się przyglądałam, tym więcej takich perełek znajdowałam. Zdarzyło się też, iż walki też odbywały się przez ściany. Nie stanowiły one żadnej przeszkody ani dla biegnących przeciwników, ani dla ataków. Równie dużo jest bugów lokalizacyjnych. Gdy gra się w języku angielskim, okna się „wyłącza” zamiast „zamykać”, balista „wędruje” gdy jest nieużywana, a kilka elementów w ogóle nie jest przetłumaczonych.

Można powiedzieć, iż w Eastern Era prawdziwym przeciwnikiem nie są bandyci czy inne sekty, ale sama gra. A jednak mimo tego pochłonęła mnie na całe dnie i chętnie ją kontynuuję. Optymalizacja efektywności jest wyzwaniem, ale i bez tego sekta wciąż może funkcjonować wystarczająco dobrze. Rywalizacja w turniejach z innymi sektami jest zadziwiająco ekscytująca, choć nie do końca wiem, co robię ani co się dzieje. Krótko mówiąc, można cieszyć się tą grą, jeżeli uda się przymknąć oko na niedociągnięcia i nie jest się zbyt ambitnym.
Myślę, iż Eastern Era w obecnej formie bardziej wygląda na grę we wczesnym dostępie niż oficjalnie wydaną. Decydując się na zakup, trzeba brać pod uwagę, iż nie wszystko będzie wyglądać i działać, jak należy, ale jeżeli wystarczająco przyciągnęła oko, to może warto dać jej szansę.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Outreach. Dziękujemy!
Fot. główna oraz zdjęcia w tekście: materiały promocyjne (Steam)

1 godzina temu














