Apokalipsa nuklearna w grach zwykle wygląda bardzo poważnie. Zniszczone miasta, dramatyczna muzyka i walka o przetrwanie ludzkości to motywy, które branża wykorzystywała dziesiątki razy. 60 Seconds! podeszło jednak do tego zupełnie inaczej. Produkcja studia Robot Gentleman zamieniła koniec świata w chaotyczną mieszankę czarnego humoru, survivalu i absurdalnych decyzji, które momentami potrafiły całkowicie wymknąć się spod kontroli.
60 sekund totalnego chaosu!
Rozgrywka w 60 Seconds! rozpoczyna się od jednego prostego komunikatu – nadciąga bomba atomowa. Gracz ma dokładnie minutę na przeszukanie domu, zebranie najważniejszych przedmiotów i uratowanie członków rodziny przed zejściem do bunkra. Brzmi prosto. Problem w tym, iż w praktyce całość zamienia się w kompletny chaos.
Biegamy po domu, chwytamy konserwy, apteczki, radio albo maski przeciwgazowe, jednocześnie próbując zdecydować kogo uratować, a kogo zostawić. Każda sekunda ma znaczenie. Bardzo często kończy się to paniką i wrzucaniem do schronu rzeczy kompletnie przypadkowych. I właśnie ten początek stał się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów całej gry.
Przetrwanie w bunkrze to koszmar…
Po zamknięciu w schronie gra całkowicie zmienia tempo. Od tego momentu 60 Seconds! staje się survivalowym symulatorem zarządzania rodziną podczas końca świata. Musimy dzielić jedzenie i wodę, podejmować decyzje dotyczące eksploracji oraz reagować na coraz dziwniejsze wydarzenia pojawiające się każdego dnia. Czasami ktoś zachoruje, innym razem do drzwi zapukają obcy ludzie albo w bunkrze pojawią się karaluchy, mutanty czy… tajemnicze hałasy dochodzące z wentylacji.
Tutaj gra pokazuje swój największy atut – praktycznie każda rozgrywka wygląda inaczej. Losowe wydarzenia sprawiają, iż jedna próba może zakończyć się po kilku dniach, a następna zamieni się w kompletnie absurdalną historię o rodzinie walczącej o przetrwanie przez kilka miesięcy.
Internet pokochał chaos tej gry
Ogromną rolę w sukcesie 60 Seconds! odegrali YouTuberzy oraz streamerzy. Produkcja idealnie nadawała się do nagrywania, ponieważ praktycznie cały gameplay generował zabawne albo kompletnie nieprzewidywalne sytuacje. Widzowie oglądali jak gracze przypadkowo zostawiają dziecko przed bunkrem, wyrzucają jedzenie albo doprowadzają całą rodzinę do szaleństwa przez fatalne decyzje podejmowane pod presją czasu.
Dzięki temu 60 Seconds! bardzo gwałtownie zdobyło status jednej z najbardziej rozpoznawalnych gier indie na YouTubie w drugiej połowie lat 2010.
W Polsce produkcja również zdobyła ogromną popularność. Wielu twórców internetowych regularnie nagrywało z niej serie, a sam motyw „60 sekund do apokalipsy” stał się bardzo charakterystyczny choćby dla osób, które nigdy w tę grę nie grały.
Czarny humor stał się największą siłą gry
Mimo katastroficznego klimatu 60 Seconds! praktycznie cały czas balansuje pomiędzy napięciem a absurdem. Gra regularnie wrzuca gracza w sytuacje, które są jednocześnie stresujące i zwyczajnie śmieszne.
To właśnie ten specyficzny humor sprawił, iż produkcja tak mocno wyróżniła się na tle innych. Zamiast realistycznej walki o życie dostaliśmy świat, gdzie problemem może być zarówno brak wody, jak i mutant mieszkający w kanalizacji albo szalona wyprawa po zupę pomidorową. I chyba właśnie dlatego 60 Seconds! do dziś pozostaje tak dobrze zapamiętane.

2 godzin temu













