
Tidal wypowiada wojnę sztucznej muzyce. Co to oznacza dla słuchaczy i dla branży? Mimo iż Tidal jest relatywnie niszowy – to całkiem sporo.
Rynek streamingu muzyki od miesięcy przypomina trochę dziki zachód. Z jednej strony mamy artystów, którzy próbują odnaleźć się w świecie, gdzie algorytmy decydują o tym, czy ich utwór w ogóle zostanie komukolwiek zaproponowany. Z drugiej – rosnącą falę muzyki generowanej przez AI, która potrafi zalać platformy tysiącami nowych „piosenek” dziennie. A teraz Tidal mówi: dość. Usługa ogłosiła nową politykę dotyczącą sztucznie generowanej muzyki, która może mocno namieszać w branży.
AI w muzyce: od ciekawostki do problemu, który trzeba ujarzmić
Jeszcze dwa lata temu generowanie muzyki przez AI było zabawką dla geeków. Dziś jest to masowy proceder, który potrafi zdominować katalogi streamingowe. Deezer przyznał w kwietniu, iż dostaje około 75 tys. w pełni generowanych przez AI utworów dziennie, co stanowi ponad 44 proc. wszystkich nowych zgłoszeń. To nie literówka – trzy czwarte nowych „piosenek” to treści stworzone przez modele, a nie ludzi.
Do tego dochodzi problem fraudu. Deezer twierdzi, iż 85 proc. odsłuchów takich utworów w ubiegłym roku było oszustwem – generowanym przez boty, farmy klików i kreatywne próby wyciągnięcia pieniędzy z systemu rozliczeń. Spotify z kolei usunął w ubiegłym roku ponad 75 mln „spamowych” tracków, często powiązanych z AI i manipulacją streamingową.
Co dokładnie zrobi Tidal?
Platforma ogłosiła, że:
- Automatycznie oznaczy muzykę w pełni wygenerowaną przez AI. Użytkownicy zobaczą przy takich utworach wyraźny badge „AI”. To ma wejść w życie 15 lipca.
- Zablokuje możliwość zarabiania na takich utworach. jeżeli track zostanie uznany za w 100 proc. sztucznie wygenerowany to nie dostanie żadnych tantiem. Nie będzie też mógł korzystać z funkcji direct‑to‑fan, czyli bezpośredniej sprzedaży.
- Usunie muzykę, która podszywa się pod prawdziwych artystów lub jest powiązana z fraudem. Czyli koniec z nowym singlem Drake’a, który w rzeczywistości jest wygenerowanym przez AI klonem jego głosu.
Tidal podkreśla, iż nie walczy z technologią jako taką. Serwis nie blokuje muzyki tworzonej z pomocą AI – o ile jest to twórczość, w której człowiek faktycznie odgrywa rolę. Problemem są utwory w pełni syntetyczne, generowane masowo i często w celu wyciągnięcia pieniędzy z systemu.
„Nasze skrzynki są zalane muzyką tworzoną wyłącznie przez AI”
Tak napisał Tony Gervino, wiceprezes i redaktor naczelny Tidala, tłumacząc powody wprowadzenia nowych zasad. Firma przyznaje, iż nie chodzi o ideologię, tylko o praktykę: platformy są zalewane treściami, które nie mają nic wspólnego z kreatywnością, a jedynie z próbą szybkiego zarobku.
Tidalnie jest jedynym graczem, który zaczyna stawiać granice. Qobuz już w lutym wprowadził własny system wykrywania AI. Apple Music i Spotify również testują oznaczenia, choć na razie opierają się głównie na deklaracjach od wytwórni i dystrybutorów, a nie na automatycznej detekcji.
Model biznesowy streamingu od lat jest krytykowany za to, iż wypłaty dla artystów są niskie, a system łatwo oszukać. jeżeli do tego dodamy masową produkcję muzyki przez AI, która może generować setki tysięcy tracków dziennie, to robi się z tego problem egzystencjalny.
Wyobraźmy sobie, iż połowa katalogu to syntetyczne utwory, które nikt nie słucha, ale które generują odsłuchy przez boty. W takim scenariuszu prawdziwi artyści dostają jeszcze mniej pieniędzy, a cały system staje się farsą.
Tidal w swoim oświadczeniu napisał, iż „przejęcie muzyki przez AI nie jest nieuniknione, jeżeli podejmiemy większe kroki już teraz”. To zdanie brzmi jak manifest – i być może właśnie nim jest. Bo streaming stoi dziś na rozdrożu. Albo branża zacznie ustalać zasady gry, albo pozwoli, by algorytmy zrobiły to za nią. jeżeli kolejne platformy pójdą tą drogą to muzyka – ta prawdziwa, tworzona przez ludzi – może jeszcze długo mieć się dobrze.

















