Apple klęka przed Trumpem i całuje go w pierścień. Co za smutna porażka

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Apple i Intel osiągnęły wstępne porozumienie, na mocy którego Intel będzie produkował część chipów dla urządzeń Apple – informowaliśmy wczoraj na podstawie doniesień Wall Street Journal.

Po tym jak 6 lat temu Apple spektakularnie porzucił Intela na rzecz własnych chipów ARM, po tym jak Tim Cook stał na scenie i pokazywał jak M1 miażdży wszystko co Intel miał do zaoferowania – te amerykańskie firmy wracają do siebie. I wcale nie dlatego, iż to wolny wybór obu firm, tylko dlatego, iż główny udziałowiec Intela – państwo USA – tego zażądało.

Czytaj także:

Jest to przedstawiane jako biznesowy sukces. Dywersyfikacja łańcucha dostaw. Powrót Intela do gry. Geopolityczne zabezpieczenie Apple’a przed ryzykiem tajwańskim. Wszystko to pewnie po części prawda. I wszystko to jest drugorzędne wobec jednego zdania z tego samego raportu WSJ, które przeszło niemal bez komentarza.

Zdanie, które zmienia wszystko

President Trump personally advocated for Intel to Cook in a meeting at the White House.

Trump osobiście lobbował u Cooka za Intelem. W Białym Domu. Twarzą w twarz. I Cook powiedział tak.

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę, bo to jest wręcz niewiarygodne. Pamiętacie, iż rząd USA stał się największym akcjonariuszem Intela w ramach ubiegłorocznej umowy z CEO Lip-Bu Tanem, prawda? Teraz ten sam rząd naciska Apple żeby podpisał kontrakt z Intelem. Szokujące.

To modelowy przykład tego, jak działa przemysłowa polityka gospodarcza w stylu Trumpa: państwo wchodzi jako udziałowiec do strategicznej firmy, a potem używa swojej pozycji regulatora i partnera handlowego, żeby tej firmie zapewnić kontrakty. Intel dostaje z powrotem Apple’a nie dlatego, iż jest najlepszy technologicznie, bo już dawno nie jest. Dostaje Apple’a, bo Waszyngton tak chce.

To także modelowy przykład tego, co w europejskich systemach prawnych jest wręcz niedozwolone i za co Unia Europejska nakłada wielomiliardowe kary.

Apple to firma, która przez dekady z dumą komunikowała swoją niezależność. Firma, która projektuje własne chipy właśnie po to, żeby nie być zależną od nikogo – ani od Intela, ani od Qualcomma, ani od żadnego innego dostawcy. Firma, której DNA to kontrola nad całym stosem technologicznym.

I oto prezes tej firmy siedzi w Białym Domu i słucha, jak prezydent Stanów Zjednoczonych mówi mu, z kim ma robić interesy.

Technologia kontra polityka: kto wygra?

Przez 6 lat Apple budował przewagę technologiczną właśnie dlatego, iż miał dostęp do najlepszego na świecie procesu produkcyjnego w tajwańskim TSMC. Chipy z serii M, A Pro – to są produkty możliwe do produkcji tylko w TSMC w węźle 3nm.

Jeśli Apple przeniesie część produkcji do Intela – choćby tylko mniej krytyczne chipy, nie flagowe procesory – to akceptuje gorszy i prawdopodobnie droższy produkt w zamian za polityczny spokój. To jest transakcja – wydajność w zamian za łaski Waszyngtonu.

Dla konsumenta oznacza to jedno – płacisz premium za produkt Apple’a, którego część jest produkowana nie przez najlepszego dostępnego producenta, ale przez tego, którego wybrał Trump.

Co to mówi o Termusie i jego Apple

Jest jeszcze jeden wymiar tej historii, który warto podnieść — szczególnie w kontekście zmiany u steru Apple.

John Ternus, który 1 września przejmuje Apple od Tima Cooka, jest inżynierem. Człowiekiem produktu. Kimś, kto przez 25 lat w Apple był przekonany, iż najlepszy produkt wygrywa. MacBook Neo – jego debiutancki strzał jako nieformalnego lidera Apple – był dowodem na to, iż rozumie co robi.

Czytaj także:

A teraz dziedziczy Apple, który właśnie zgodził się na polityczny kontrakt z firmą, której technologia jest gorsza od konkurencji. Ternus będzie musiał zarządzać napięciem między tym, co jest inżynieryjnie optymalne, a tym, czego oczekuje od Apple administracja Trumpa.

Czy to w ogóle ma sens dla Apple?

Uczciwie stawiając sprawę – pewnie częściowo tak. Uzależnienie od TSMC jest realnym ryzykiem geopolitycznym: Tajwan jest w centrum globalnej produkcji zaawansowanych półprzewodników i jakiekolwiek zakłócenia w Cieśninie Tajwańskiej odbiłyby się na całej branży.

Dywersyfikacja dostawców to prawdopodobnie racjonalna strategia. Ale jest różnica między dywersyfikacją z powodów strategicznych a dywersyfikacją dlatego, iż prezydent USA powiedział „zrób to” na spotkaniu w Białym Domu.

Czytaj także:

Pierwsza to mądry biznes. Druga to kapitulacja

W 2020 r. Apple pokazał światu jak wygląda prawdziwa niezależność technologiczna – zaprojektował własny chip, porzucił Intela i powiedział: robimy to lepiej sami. To był jeden z najbardziej spektakularnych ruchów w historii branży.W 2026 r. Apple wraca do Intela, bo Trump – jako właściciel Intela – tego zarządał.

Historia zatoczyła koło. Tyle iż tym razem to nie triumf inżynierii i sprytu biznesowego Apple’a. To lekcja o tym, jak bardzo choćby najpotężniejsza technologiczna firma świata jest zależna od polityki kraju, w którym mieszkają jej akcjonariusze, klienci i – co coraz ważniejsze – regulatorzy.

Idź do oryginalnego materiału